TURYSTYKA

TURCJA NA ROWERZE 2001

Relacja

 

Ruszamy...

Do Turcji postanawiamy dostać się samolotem, przede wszystkim dlatego, ze nie chcemy tracić cennego czasu na dojazd. Najtańszym wariantem jest lot czarterowy. Wcześniej dowiadujemy się czy nie będzie problemów z zabraniem rowerów. Okazuje się, że niewielkie - trzeba je tylko rozmontować i spakować do kartonów, żeby zajmowały jak najmniej miejsca. Karton najlepiej zdobyć w sklepie rowerowym. Praktycznie żaden samolot pasażerski nie zabiera rowerów w całości ze względów bezpieczeństwa. Wszystkich pasażerów obowiązują te same prawa: na jedną osobę przypada 20 kg i 5 kg bagażu podręcznego. Przy lotach rejsowych każdy kilogram nadbagażu wiąże się z opłatą ok. 8 $. Jednym z argumentów przemawiających za wybraniem lotu czarterowego jest stała opłata za nadbagaż wynosi 25$.  Nasze rowery pakujemy w kartony (po rowerach dla dzieci), które wypełniamy szczelnie innymi potrzebnymi nam rzeczami, zaklejamy karton taśmami i obwiązujemy mocno sznurkiem. Do kartonów, nie mieszczą się koła, toteż pakujemy je do osobnego pudła. W sumie na nasz dwuosobowy zespół przypadają 3 kartony i 2 plecaczki podręczne wypchane po brzegi najcięższymi przedmiotami.

Nadbagaż mamy spory w sumie całość waży ponad 70 kg, za nic po podzieleniu na dwa mnie wyjdzie 25 kg. Jednak mamy sporo szczęścia; pani przy odprawie przymyka na to oko i bez dodatkowych opłat znajdujemy się na pokładzie samolotu.

Z Poznania do Antalyi

Około 3 godzin bezpośredniego lotu i znajdujemy się wieczorem u wybrzeży Turcji. Prawie milionowa Antalya jest największym miastem na śródziemnomorskim wybrzeżu Turcji. Stworzona dla potrzeb przemysłu turystycznego, może być niezłą bazą wypadową.

Z lotniska jedziemy taksówką (12 $- cena ustalona) do dzielnicy Kaleci. Można tam znaleźć dość tanie noclegi. Trzeba wspomnieć, że lotnisko nie ma żadnego połączenia autobusowego z centrum miasta.

PamukaleNastępny dzień upływa nam na składaniu rowerów i niezbędnych zakupach. Nasza trasę rowerową chcemy rozpocząć od Efezu i stamtąd jechać już cały czas wybrzeżem w kierunku Adany.

Wieczór spędzamy na poszukiwaniach autobusu, któryby zabrał nas i rowery. Turcja ma doskonale rozwiniętą sieć autobusową więc bez problemu kupujemy bilety do Pamukkale, które warto zwiedzić do drodze.

Klif w Pamukkale przypomina „pałac z bawełny”, którego architektem jest gorące źródło, woda wyrzeźbiła tarasowate baseny. Jest to doskonałe miejsce do długich gorących kąpieli i odpoczynku. Myśmy na to jeszcze nie zasłużyli,więc udajemy się następnym autobusem do niewielkiego miasta Selcuk położonego 3 km od ruin Efezu. Pamukale

Miasteczko jest bardzo przyjemne i ma tanią bazę noclegową. Bardziej znanym miejscem jest dalej położony Izmir, który jest znacznie droższy i raczej jest to ekskluzywny kurort dla bogatych turystów.

Efez - bibliotekaNasz pensjonat oferuje w cenie noclegu dowóz do samego Efezu, gdzie możemy oglądać  podniesione z ruin świątynie, równo ułożone kamienne bloki, odrestaurowane fryzy i kolumny; ile z tego przetrwało ? a co już bezpowrotnie zginęło ?

Przy samym wejściu znajdujeEfez - muzeum się hellenistyczny amfiteatr z 3 wieku p.n.e. będący w stanie pomieścić 24.000 widzów. Dowiedzieliśmy się od pewnego adwokata z Selcuku, organizatora międzynarodowych festiwali, że od 4 lat odbywają się tam współczesne koncerty m.in. Eltona Johna czy Orkiestry Symfonicznej z Berlina. Teatr spał 2000 lat, żeby teraz znowu ożyć. W takim miejscu musi to robić niesamowite wrażenie.

W Efezie najbardziej imponująca jest starożytna biblioteka z około 120 roku naszej ery.

Po tej uczcie duchowej wracamy do naszego pokoiku, rozkładamy mapy i przewodniki, rozmyślamy o czekającej nas trasie. Już z samej mapy wynika, że nie będzie łatwo, Turcja jest jednym z najbardziej górzystych krajów.

Efez - bibliotekaPopijając miejscowe piwo Efez wszystko wydaje się łatwiejsze. Następnego dnia mamy wyruszać...

Turecki dentysta

Niestety mamy niewielki ale  trochę uciążliwy kłopot. Marcinowi pęka ząb i to o dziwo przy jedzeniu miękkiej tureckiej buły. Nie ma co wybieramy się do miejscowego dentysty. Szanowny pan stomatolog ogląda uważnie ubytek, trzeba przyznać, że ma bardzo nowoczesny gabinet. W końcu mówi, że wyleczy ząb za „skromną” opłatą 100 $. Szczęki nam z wrażenia opadają w dół, ale cóż robić, będziemy się później martwić co na to firma ubezpieczeniowa.

Dentysta wstawia ponoć szwajcarską złotą śrubę, robi zdjęcia rentgenowskie małym przenośnym aparatem. Wygląda na to, że już wszystko dobrze, szczęśliwi wracamy do hoteliku mając nadzieję, że nie będziemy mieli więcej kłopotów i możemy wreszcie ruszać.

Pierwszego dnia chcemy dojechać do Priene. Jak na dobry początek jazdy wspinamy się cały czas pod górę z silnym wiatrem prosto w twarz. Pedałujemy około 10 km/h. Obok drogi góry śmieci, czego nie było widać z okien autokaru. Kierowcy nas pozdrawiają ciągle trąbiąc. Wieczorem dojeżdżamy na miejsce, okazuje się, że jest tutaj tylko jeden ośrodek z domkami i polem namiotowym. Wszystkie pokoiki były zajęte przez niemieckich archeologów, więc bardzo przydał nam się namiot.

RuinyZ okresu świetności Prieny pozostały jedynie ruiny dużego zespołu świątyń i powalone fragmenty kolumn. Ze znacznej odległości można dostrzec częściowo podźwigniętą kolumnadę świątyni Ateny.

Tutaj znowu spotyka nas pech i Marcinowi ponownie pęka ząb. Teraz jesteśmy naprawdę wściekli, ale na szczęście jest jeszcze stosunkowo blisko do Selcuku. Zostawiamy rowery na campingu , łapiemy autobus i biegiem do dentysty. Strasznie na niego nakrzyczeliśmy, że wziął tyle pieniędzy, jeszcze bardziej popsuł ząb i tracimy przez niego czas! Prawie się na nas obraził, w żadnym wypadku kobieta nie może podnieść głosu na Turka, to straszny dyshonor.

Tym razem wstawił dwie śruby: złotą i srebrną, obiecał, że ząb będzie na pewno zdrowy.

Cóż nie pozostało nam nic niż tylko mu uwierzyć. Wracamy do Priene prosząc Allaha by nam sprzyjał.

W drogę...

Didyma - meduzaJedziemy w stronę starożytnej Didymy, droga prowadzi wzdłuż rzeki Meandry do Miletu, którego ruiny nie zrobiły na nas większego wrażenia. Dalej pniemy się pod górę po to, żeby zjechać aż do samego morza.

DidymaDidyma oprócz świątyni Apollina jest oazą lenistwa. Tutejsza plaża roi się od kolorowych parasoli i parawanów, ludzi spalonych na mahoń wygrzewających się w promieniach gorącego, południowego słońca.

Zwiedzamy świątynię, której strzeże mityczna Meduza o wzroku obracających w kamień tych, którzy ośmielili się na nią spojrzeć. To najstarsza z Gorgon- trzech potwornych sióstr z wężami zamiast włosów, teraz stoi tu na wiecznej warcie.

Didyma to jedno z najsłynniejszych sanktuariów hellenistycznej epoki. To tutaj przychodzili wierni zapytać o radę, czy się ożenić, założyć dom, pójść na wojnę itd. Podobno w taki właśnie sposób przepowiedziano Aleksandrowi Wielkiemu zwycięstwo nad Persami.

Dzisiejsza Didyma jest chyba ulubionym miejscem wypoczynkowym Anglików, jest tutaj „mały” Big Ben, a nawet Hide Park, brakuje tylko londyńskiego Tower Bridge.

AgataNa parę kolejnych dni musimy rozstać się z morzem, droga ucieka bardziej w ląd. Cały czas będziemy przedzierać się przez góry, czyli podjazdy i w nagrodę niekiedy nawet 10 km zjazdy, prawdziwa radość po udrękach wspinaczki. W Turcji drogi są doskonale oznakowane i o każdym podjeździe informuje tablica z podaną ilością  kilometrów i czasami o nachyleniu terenu. Nie ma co się oszukiwać, że może za następnym zakrętem będzie przełęcz, licznik bezlitośnie pokazuje dystans. Na takich górskich drogach jest bardzo mały ruch co jest bardzo sprzyjające dla rowerzysty, a w miedzy 12.00 a 17.00 po południu jest prawie pusto. Wtedy dosłownie leje się z nieba żar i wszyscy odpoczywają.

W takich warunkach organizm potrzebuje bardzo dużych ilości wody, w Turcji nie ma żadnych problemów z kupnem jakichkolwiek napojów, a nawet woda z przydrożnych źródełek jest bezpieczna. Dobrym jej źródłem są też owoce.

Pieczenie GozlemeW czasie jazdy odżywialiśmy się głównie tureckimi herbatnikami z kremem, których parę paczek mieliśmy stale przy sobie. W razie czego można na takich bombach energetycznych jechać nawet cały dzień, co wielokrotnie nam się zdarzało.

Wprzydrożnych lokatach najbardziej popularne i tanie jest gozleme- rodzaj ciapata z białym serem i najczęściej pietruszką, albo Marcinwersja z mięsem mielonym. Cały posiłek popijamyzimnym ajranem - rodzajem rozwodnionego jogurtu, i więcej do szczęścia nam nie potrzeba. Warto też odwiedzić Pide Salunu i skosztować tureckiej pizzy- pide o kształcie podłużnej łódki z serem i warzywami. Najprostsza jest tylko z serem, też bardzo smaczna i pożywna, kosztuje mniej niż 1 $ - jest to świetna potrawa dla oszczędnych.

Odcinek drogi od Didymy do Fethiye biegnie przez lasy i gaje oliwne, niedaleko za Muglą spory podjazd praktycznie z poziomu morza na 690 metrową przełęcz. Za Koycegiz następny długi podjazd.

 

Druga część relacji >>

 

<< Powrót
Strona Główna